ZOSTAŃ MIMEM

- Nie tylko młodzi, ale i rodzice wtapiają się w funkcjonowanie teatru. To zjawisko socjologiczne - mówi Michał Sabat, twórca i animator teatru pantonimy w Bieruniu. Niedawno obchodził 15-lecie twórczości scenicznej.

Rozmawiał Lech Gawin
 
Mimem trzeba się urodzić, czy też mimem można się stać?
 
Posłużę się tu słowami Henryka Tomaszewskiego: drewnem nie jesteś, ale ruszać się musisz nauczyć. Trzeba mieć tą bożą iskierkę, ale jeżeli nie spróbujesz, to się tego nie nauczysz. Byli w moim zespole ludzie, którzy na początku mówili: ja się nie nadaję, to nie dla mnie. Po kilku próbach i wylaniu odpowiedniej ilości potu dojrzeli i zmienili zdanie.
 
Należy zauważyć, że w pantomimie jest coś z baletu. Ta plastyczność ruchów...
 
Nie da się ukryć, że pantomima to jakiś zmodyfikowany balet. Jednak nie do końca. Mim nie jest primabaleriną. Łączymy aktorstwo z wyrazem ruchu. Trudne, ale barwne.
 
Dziś na próbie poznaliśmy nową osobę. Widzisz w niej potencjał?
 
Każdemu należy dać szansę. Spróbuj, zobacz, jak się czujesz w roli mima. Nie można nikogo skreślać. Mnie też 15 lat temu jako aktorowi mogli powiedzieć: nie nadajesz się, bo masz twarz czerwoną. Chodzi o to, by chcieć grać, stworzyć więź w grupie. Trzeba wykrzesać z siebie moc, aby tworzyć, jeździć na festiwale, chodzić na próby.
 
Na nowych ludzi jesteśmy otwarci przez cały październik.
 
Czy to, że jesteś z Bierunia, ma jakieś znaczenie dla efektu końcowego?
 
Młodzież w naszym powiecie jest nauczona dobrych tradycji, wyniesionych z regionalnych korzeni. Można powiedzieć, że oni znają swoje miejsce.
 
Robiłem spektakl nawiązujący do naszego miasta. Opowiadał o tym, dlaczego osiedlił się tu człowiek.
 
Dobrą atmosferę robią też ludzie Bieruńskiego Ośrodka Kultury. Dostajemy od nich słowa otuchy, pomoc przy tworzeniu scenografii oraz dofinansowanie do wyjazdów. Angażują się też rodzice mimów. Ktoś wykona rekwizyt, krawcowa uszyje sukienkę lub przerobi strój. To ciekawe, socjologicznie zjawisko.
Nie tylko młodzi, ale i rodzice wtapiają się w funkcjonowanie teatru.
Mam tego świadomość, że Bieruń to nie jest jakiś duży ośrodek. Biorę to na swoje barki, ten trud wyszukiwania nowych ludzi i ciągnięcia tego przedsięwzięcia. To już 15 lat. Są osoby, które współtworzyły ten sukces, bo tak to trzeba nazwać. Niektórzy pracują w ratuszu, ale nadal się utożsamiają z tą sztuką i pomagają.
 
Niedawno założyłeś rodzinę. Jak to wszystko układasz?
 
Dla mnie jest to praca, pasja i obowiązek jednocześnie. Moja grupa liczy na to, że będę, zaproponuję coś nowego. Zarazem rodzina to chwila oddechu. Dzięki niej mogę z optymizmem spoglądać w przyszłość.
 
Dziękuję za wywiad i życzę artystycznej weny 
POWRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ
Dodaj komentarz
Aby uniknąć każdorazowego podawania nicku oraz przepisywania kodu z obrazka, zarejestruj się.
Jeśli masz swoje konto, zaloguj się.