Rodzinne sztaby kryzysowe

W trakcie powodzi traci się głowę. Dlatego najlepiej przećwiczyć wszystko "na sucho". Byliśmy na zajęciach prowadzonych w ramach projektu "Oswajamy powódź".

- Co zrobić, gdy reanimowanemu połamiemy żebra - zapytał jeden z uczestników. - Liczy się ludzkie życie, a drobne konsekwencje masażu serca nie mają znaczenia - odpowiedział ratownik medyczny.
 
Przed trzema laty dotknęła ich klęska powodziowa. Wtedy w Bieruniu nikt nie był na to przygotowany, mimo że od ostatniej upłynęło raptem 13 lat. Do dzisiaj nie milkną zarzuty względem władz na różnych szczeblach, że popełniały błędy. Ale instytucje i służby to jedno, a przygotowanie do powodzi samych rodzin to drugie.
 
 
- Od nas, mieszkańców, zależy bardzo wiele. Możemy w znacznym stopniu ograniczyć skutki powodzi - mówi Jarosław Mokry, koordynator projektu "Oswajamy powódź". Z tego względu głównym celem projektu jest przygotowanie rodzinnych planów przeciwpowodziowych wśród mieszkańców 50 najbardziej zagrożonych gospodarstw domowych.
 
Oswajają powódź
 
Plany przygotowywać będą zrekrutowani liderzy, którzy wyjdą do rodzin. - Niezwykłe jest to, że chętnych było więcej niż miejsc. Pozostali przychodzą na spotkania wolontaryjnie - mówi Mokry. Liderzy zostaną też prawdopodobnie wcieleni do sztabów kryzysowych. Na ich czele stoją burmistrz albo starosta, w zależności od rozmiarów powodzi. 
 
W razie klęski żywiołowej mają pójść na pierwszy ogień. - Liderzy mają wiedzę, gdzie mieszkają osoby starsze albo którędy przepłynąć łódką, żeby nie zahaczyć o ogrodzenie - przekonuje Mokry.
 
Zobacz, jak wyglądała powódź w Bieruniu:
 
Póki co przyszli liderzy biorą udział w zajęciach. Oprócz tego z pierwszej pomocy, poznają role poszczególnych instytucji i służb ratowniczych w zakresie ochrony przeciwpowodziowej, wezmą udział w szkoleniu Instytutu Meteorologii i Gospodarki w Krakowie. Spotkają się też z psychologiem społecznym, który opowie o roli samopomocy sąsiedzkiej.
 
Bieruński radny Adam Rozmus, uczestnik projektu: - Projekt pozwoli nam lepiej koordynować prace w sytuacji, gdybyśmy byli zostawieni sami sobie. 
 
Czarnuchowiczanin twierdzi, że taka sytuacja miała miejsce w 2010. - Wtedy
 
wszystkie siły były skierowane do Bijasowic, a nam powiedziano, że mamy radzić sobie sami. I sami, dzięki pomocy kopalni, zbudowaliśmy obwałowanie
 
- wspomina.
 
Uczestniczką jest też Bożena Wróbel. Jak mówi bierunianka, do wzięcia udziału skłoniła ją chęć pomagania innym. - Można powiedzieć, że w trakcie ostatniej powodzi złapałam bakcyla. Pomagałam w wypełnianiu worków piaskiem i rozwoziłam żywność - mówi. Jej dom w 2010 na szczęście nie ucierpiał w znacznym stopniu - miała wodę w piwnicy.
 
Polder zalewowy?
 
Pytamy Mokrego, czy taki projekt ma sens, skoro w Bijasowicach ma powstać polder zalewowy. - O budowie zbiornika mówi się od 2010 roku i do teraz nie ma dokumentacji - odpowiada. Dowiadujemy się, że ostatni przetarg został unieważniony na wniosek prowadzącego działania Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach. Urzędnicy uznali, że powielają zadania zarządu krajowego, który opracowuje mapy i plany zarządzania powodzią.
 
 
(dł), Lech Gawin
 
Fot. www.powodzbierun.pl oraz Lech Gawin
POWRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ
Dodaj komentarz
Aby uniknąć każdorazowego podawania nicku oraz przepisywania kodu z obrazka, zarejestruj się.
Jeśli masz swoje konto, zaloguj się.