BLYCH: BIELILI (BLICHOWALI) I TKALI

Niewielki, ale bardzo urokliwy lędziński przysiółek, który może służyć jako przykład znakomicie charakteryzujący pogmatwane stosunki narodowościowe, społeczne i religijne na Górnym Śląsku w XX wieku. Krótki rys historyczny dzielnicy Lędzin autorstwa Mirosława Leszczyka.

Mieszkańcy Lędzin z pochodzeniem nazwy Blychu nie mają większych problemów (inaczej niż w przypadku wzgórza Szachta, które opisywałem w poprzednim artykule). Przeważnie kojarzą ją z niemieckimi tkaczami, którzy kiedyś w tym miejscu blichowali płótno lniane (od niemieckiego „bleichen” - bielić). 

Więcej problemów sprawia im wskazanie początków małej lędzińskiej dzielnicy, położonej około 500 metrów na południowy zachód od wierzchołka Górki Klemensowej (Klimonta).

Wśród moich rozmówców przeważa opinia, że tkaczy sprowadzono do Lędzin w ramach tak zwanej kolonizacji fryderycjańskiej przeprowadzonej w 1770 roku. Wtedy, na polecenie ówczesnego pana pszczyńskiego Fryderyka Erdmanna, osadzono w zabudowaniach folwarku Kiełpowy (obecnie rejon ulicy Gwarków w Hołdunowie) aż 303 uciekinierów wyznania ewangelickiego z Kóz koło Bielska. Tak twierdzi na przykład najstarszy żyjący potomek tkaczy z Blychu - 98-letni Wilhelm Berger, obecnie mieszkaniec Hołdunowa.

CZYTAJ TEŻ: ZWIEDZILI LĘDZIŃSKIE ZABYTKI

Według Bergera grupki niemieckich tkaczy zostały w 1770 roku osadzone na terenie obecnego lędzińskiego Blychu i w pobliskich Urbanowicach.

Fot. starsza część Blychu

Jednak w 1953 roku Ludwik Musioł podał w rękopisie swojej pracy pt. „Lędziny. Monografia historyczna”, że początki tego lędzińskiego zakątka są nieco wcześniejsze i sięgają lat 40-tych XVIII wieku. Wówczas to zarząd dominialny klucza lędzińskiego (obejmującego folwarki księcia pszczyńskiego w Lędzinach i okolicy) miał osadzić w tym rejonie kilku tkaczy narodowości niemieckiej i wyznania ewangelickiego.

Nowi mieszkańcy urządzili sobie nad brzegiem istniejącego wtedy wielkiego stawu blicharnię płótna lnianego.

Wielki staw, zwany Stawem Bieruńskim, rozciągał się od Bierunia aż pod masyw Klimonta.

Istnienie Stawu Bieruńskiego potwierdza między innymi mapa Ziemi Pszczyńskiej, wykonana przez Bernarda Wernera w 1765 roku. Fakt ten potwierdzali także lędzinianie z dziada pradziada, w tym śp. Aniela Mantaj oraz Alojzy Stachura, którzy wspominali, że jeszcze w czasach ich dzieciństwa, zanim kopalnia „Ziemowit” doprowadziła do znacznego obniżenia wód gruntowych, staw sięgał podczas roztopów czy długotrwałych deszczy aż po dzisiejszy Klimont. 

– Na Blychu było ciągle mokro, dlatego uprawiano tam kiedyś dużo lnu – dodaje Monika Bednorz.

Ryszard Kaczmarek w monografii historycznej „Lędziny. Zarys dziejów” pod red. Franciszka Serafina potwierdza koncepcję Ludwika Musioła i pisze, że bielarze („blicharze”) pojawili się w tym miejscu jeszcze przed założeniem osady Anhalt, czyli przed 1770 rokiem – prawdopodobnie około 1740. Pszczyńska kamera książęca sfinansowała im budowę trzech podwójnych domów i zorganizowała całą produkcję oraz odbiór gotowego już płótna. Blicharnia podupadła na początku XIX wieku ze względu na brak zamówień, a mieszkańcy tego przysiółka utrzymywali się odtąd głównie z pracy na roli, jako że już w 1767 roku przydzielono im grunt do uprawy.

Fot. nowsza część Blychu

Wracając do wątku poruszonego na początku przypomnijmy, iż na przełomie lat 20-tych i 30-tych XX wieku na terenie opisywanego przysiółka znajdowało się siedem gospodarstw rolnych, prowadzonych przez potomków niemieckich tkaczy wyznania ewangelicko-augsburskiego. Później ich sytuacja zaczęła się komplikować.

Jeden z nich, Gawliczek, przyjął u siebie dwóch lokatorów, Polaków-katolików: Bogackiego i Żogałę. Około 1930 roku Józef Kostyra, też Polak-katolik, wżenił się w rodzinę Chwastków, zamieszkał u nich i nawet spowodował przejście na katolicyzm swojej żony Anny oraz jej matki. Potem z córką Gawliczka, ewangeliczką, ożenił się i zamieszkał katolik Franciszek Musioł i syn Roznerów (ewangelik) wziął sobie za żonę katoliczkę, córkę Szatona. I ta życiowa decyzja nie przeszkadzała Roznerowi pełnić funkcji sołtysa w ewangelickim Hołdunowie.

Na tych kilku przykładach widzimy, jak niewielki przysiółek Blych stanowił wówczas przykład pokojowego współistnienia ludzi różnych kultur, narodowości
i wyznań.

Być może stan ten trwałby do dzisiaj, gdyby nie II wojna światowa i jej przełomowy charakter. Potomków dawnych niemieckich osadników wcielano do Wehrmachtu, część z nich nie powróciła już do domów, w tym dwaj synowie Manzla.

Po 1945 roku nie został na Blychu żaden męski potomek pochodzenia niemieckiego.

Rozner jeszcze przed wrześniem 1939 roku wyjechał do USA (została tu tylko jego siostra), rodziny Schoenów i Manzlów wyjechały do Niemiec, natomiast dwóch braci Wilhelma Bergera, Pawła i Ernesta, wywieziono do ZSRR i słuch po nich zaginął. Pozostały tylko siostra i matka pana Wilhelma, a on sam, gdy 2 listopada 1945 powrócił z wojennej i powojennej tułaczki, zamieszkał z żoną Anielą (katoliczką) u Kuźnika w starych Lędzinach.

Po II wojnie światowej pozostały tylko trzy przedwojenne budynki – Roznera, Manzla i Józefa Kostyry. Obecnie jest tam osiem zabudowań, w których nie ma już potomków niemieckich osadników.

Ewangelicki charakter Blychu przeszedł do historii.

Mirosław Leszczyk

POWRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ

POWRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ
Dodaj komentarz
Aby uniknąć każdorazowego podawania nicku oraz przepisywania kodu z obrazka, zarejestruj się.
Jeśli masz swoje konto, zaloguj się.