SPORT TO SZKOŁA ŻYCIA

- Startuje tysiąc osób, a są tylko trzy medale. Ktoś musi być pierwszy, ale też ktoś musi być ostatni. Warto jednak podjąć ten wysiłek, bo sport jest nauką dorosłego życia – mówi Weronika Nowakowska, olimpijka, medalistka mistrzostw świata i mam Kuby i Kacpra. Mieszka w Bieruniu.

Rozmawiała Magdalena Pytlarz

Jak zaczęła się pani historia ze sportem?

Jako dziecko byłam bardzo aktywna. Należałam do wielu kół zainteresowań. Od kół teatralnych, grania na gitarze, śpiewania, tańca po udział w konkursach recytatorskich. Sport zawsze mi towarzyszył. Zaczęło się od biegów narciarskich. Ponadto bardzo interesowało mnie kolarstwo, biegi przełajowe. Gdy miałam 13 lat, dostałam do ręki karabin i możliwość spróbowania się w biathlonie właśnie.

To była miłość od pierwszego strzelania?

Z chwilą, gdy spróbowałam swoich sił na strzelnicy, bieg zaczęły mi się wydawać nudne.

Muszę jednak przyznać, że z karabinem nie od razu radziłam sobie dobrze. Początki były więc trudne. Biathlon wydał mi się jednak tak ciekawy, że nie było mowy o porzuceniu strzelania.

Po czasie nie wyobrażałam sobie życia bez treningów, choć nie należały one do najłatwiejszych. Wtedy też podjęłam decyzję o podjęciu nauki w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Dusznikach-Zdroju, a następnie studiach na AWF-ie w Katowicach.

Jak to się stało, że zamieszkała pani w Bieruniu?

To dzięki mojemu partnerowi Szymonowi Kostce. Poznaliśmy się dzięki mojemu fizjoterapeucie dr. Fickowi.

Początkowo była to znajomość nie zapowiadająca niczego więcej. Po czasie okazała się wielka miłością. Niedługo potem Szymon zaproponował mi, abyśmy wspólnie tu zamieszkali. Ja wtedy spędzałam 200 dni na zgrupowaniach, była to więc jedyna możliwość na to, abyśmy spędzali razem czas. Od tego momentu Bieruń jest moim domem.

Szybko się pani przyzwyczaiła?

Przyznam, że początkowo Górny Śląsk mi się nie podobał. Uważałam, że jest nudny, płaski. Ponadto nie ma tu miejsc do trenowania w mojej dyscyplinie. Po czasie zmieniłam zdanie. Dziś, gdy przyjeżdżam na Dolny Śląsk i mówię „u nas” mam na myśli Bieruń.

Skoro nie ma tu miejsc do treningu, jak pani sobie radzi?

Trenuję głównie w trakcie zgrupowań. W większości za granicą, gdyż w Polsce znajduje się tylko jeden całoroczny ośrodek – w Dusznikach-Zdroju. Jednak i w Bieruniu odkryłam miejsca, gdzie można potrenować – kilka dróg z dobrym asfaltem, gdzie mogę trenować na rolkach. Fantastyczną sprawą jest też, że miasto dysponuje strzelnicą, tym bardziej ucieszyła mnie wieść o planach budowy kolejnej.

Jak reagują mieszkańcy, gdy widzą pani treningi?

Z początku wyglądałam pewnie dość egzotycznie. Z pewnością zastanawiali się, dlaczego jeżdżę po ulicy na nartach na kółkach? Kierowcy z kolei często trąbili i mówili, że przecież mogę przenieść się na chodnik z kostki brukowej, zupełnie nie zdając siebie sprawy z tego, że nie jest to możliwe.

Oczywiście największą bolączką jest fakt, że nie ma śniegu, a co za tym idzie - tras biegowych. Jestem jednak zdania, że to, czym dysponuje to miasto, jest jak najbardziej wystarczające na potrzeby codziennych treningów.

Patrząc na to miasto, jak je pani ocenia pod względem zachęcania mieszkańców do uprawiania sportu?

W Bieruniu istnieje wiele sekcji sportowych, które są dużą szansa dla najmłodszych. Zawsze namawiam rodziców, aby zachęciły swoje dzieci do sportu. Należy jednak unikać traktowania tego jak wstępu do zawodowstwa. Dzieci nie zawsze muszą być najlepsze.

Pamiętajmy, że w zawodach startuje sto, tysiąc osób, a są tylko trzy medale. Ktoś więc musi być pierwszy, ale tez ktoś musi być ostatni.

Warto jednak podjąć ten wysiłek ze względu na to, że sport jest nauką dorosłego życia – uczy ciężkiej pracy, systematyczności, walki z samym sobą. Ja sama mogę dziś stwierdzić, że wychował mnie właśnie sport.

Warto podporządkować wszystko właśnie sportowi?

Należy robić w życiu to, co się kocha. A moja przygoda z biathlonem to właśnie miłość. Sport oczywiście wymaga wielu poświęceń. Nigdy tak naprawdę nie miałam normalnego „studenckiego życia”, omijały mnie imprezy rodzinne, nie byłam też na weselu mojej siostry. Miałam za to coś innego. Dziś, gdy spojrzę w przeszłość, zdecydowanie tego nie żałuję. Trzeba się pogodzić z faktem, że jeśli decydujemy się na zawodowe uprawianie sportu, to tak to niestety jest.

Co na to rodzina?

Doskonale wie, że zawsze staram się dołożyć wszelkich starań, aby w tych ważnych momentach z nimi być i rozumieją również, dlaczego tak często mnie nie ma. Myślę, że moi bliscy widzą to, ile wysiłku wkładam w moja pracę, przez co bardzo mnie wspierają. Pokazuje to choćby fakt, że moja najlepsza przyjaciółka, planując swój ślub, najpierw zapytała mnie o jego datę, a dopiero potem swojego przyszłego męża (śmiech).

Często słyszymy o tym, że kobiety muszą wybierać pomiędzy karierą, a rolą matki. Pani się to jednak udało pogodzić. Jaka jest tajemnica pani sukcesu?

Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę. Co prawda nie jest to łatwe, gdy po treningu przychodzę do domu i zamiast odpoczywać, opiekuję się dziećmi. Jednak bycie mamą jest tak wdzięczne, a moje dzieci dają mi tyle radości, że jest to poświęcenie, na które chętnie się godzę. Mówi się, że mamy maja moc i jest to jak najbardziej prawdziwe. Oczywiście nie byłoby to możliwe bez wsparcia mojej rodziny oraz partnera.

Decyzję o przerwaniu kariery podjęłam, gdy byłam wicemistrzynią Europy. Reakcje były bardzo różne.

Wiedziałam jednak, że jeżeli nie zdecydują się teraz, później może być za późno.

Szymon zajmuje się badmintonem, a pani biathlonem. Czy istnieje między państwem rywalizacja, aby przekonać dzieci do swojej dyscypliny?

Traktujemy to bardziej w formie żartu. Co prawda Kuba i Kacper maja już swoje rakiety i swoje narty, jednak niczego na nich nie wymuszamy. Co więcej, nie planujemy, aby byli oni w przyszłości sportowcami. Choć z pewnością wychowywani będą w sportowym duchu. Z jednej strony ze względu na wychowawczy aspekt uprawiania sportu, a z drugiej ze względu na to, że towarzyszą nam w naszej pracy.

Jak wyglądały przygotowania do igrzysk?

Oczywiście ostatni czas jest bardzo intensywny. To napięcie jest dla mnie bardzo mobilizujące do pracy. Olimpiada to wielkie sportowe święto. Pomimo tego, że większość widzów myśli, że pomiędzy zawodnikami istnieje atmosfera rywalizacji, wcale tak nie jest. Wszyscy walczymy o to, aby biało-czerwone barwy były jak najbardziej widoczne. Wszyscy bardzo się wspieramy i pomagamy.

Po igrzyskach planuje pani zakończenie kariery. Co dalej?

Zobaczymy, co przyniesie życie. Staram się niczego nie planować i podążać za głosem serca.

Dziękuję za rozmowę

Wywiad został przeprowadzony przed wyjazdem Weroniki Nowakowskiej do Pjongczang i ukazał się na łamach lutowego wydania Rodni. Tytuł, lead i skróty pochodzą od redakcji. Zdjęcia z Wikimedia Commons.

POWRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ
Dodaj komentarz
Aby uniknąć każdorazowego podawania nicku oraz przepisywania kodu z obrazka, zarejestruj się.
Jeśli masz swoje konto, zaloguj się.