ZNALEZIONE W BOJSZOWSKIEJ STODOLE

Skontaktował się ze mną mieszkaniec Bojszów, który remontując stodołę natrafił na bliżej metalową tabliczkę z niemieckimi napisami. Szybko zorientowałem się, że chodzi o coś związanego z pożarnictwem i od razu zacząłem szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: co to jest?

Podczas poszukiwań niejednokrotnie słyszałem od ludzi, ile to oni w domach pamiątek nie mieli, a ile zdjęć i dokumentów, różnego rodzaju militariów i tym podobnych szpargałów. Niestety, zdecydowana większość tych cennych przedmiotów została z bliżej nieokreślonych przyczyn wyrzucona do śmietnika lub po prostu spalona. Tymczasem wiele z tych reliktów przeszłości ma olbrzymią wartość historyczną i kulturową!

Jakiś czas temu skontaktował się ze mną pewien mieszkaniec Bojszów, który remontując stodołę natrafił na metalową tabliczkę z niemieckimi napisami. Po ich odczytaniu szybko zorientowałem się, że chodzi o coś związanego z pożarnictwem i od razu zacząłem szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie: co to jest?

Ubezpieczenie przeciwpożarowe

Kiedy w połowie XVIII wieku król pruski Fryderyk II Wielki Hohenzollern zajął większą część Śląska kosztem Austrii, ochrona przeciwpożarowa praktycznie nie istniała. Okrutny, acz pragmatyczny władca Prus doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Aby ograniczyć zagrożenie na terenie swojego państwa, rozpoczął proces mozolnego tworzenia systemu prawnego, który miał umożliwić skuteczną walkę z żywiołem.

Jedną z pierwszych jego decyzji było utworzenie w 1742 roku na zdobytych ziemiach Śląskiego Prowincjonalnego Towarzystwa Ogniowego, którego zadaniem było między innymi obowiązkowe ubezpieczanie gospodarstw na wypadek pożaru. Towarzystwo to dzieliło się z kolei na oddziały terenowe, obejmujące swoim zasięgiem obszar powiatu, w naszym przypadku powiatu pszczyńskiego.

W ramach Towarzystwa każdy właściciel posesji był zobowiązany do opłacania składki ubezpieczeniowej, z której wypłacano później odszkodowanie ofiarom pożarów. Nie była to jednak jedyna działalność tej organizacji.

Obowiązkowa ręczna sikawka

Towarzystwo kładło też olbrzymi nacisk na profilaktykę przeciwpożarową. Zgodnie z rozporządzeniami, każde gospodarstwo powinno posiadać na swoim stanie skórzane wiadro, drabinę oraz specjalne haki lodowe, które umożliwiały zimą rozbijanie lodu celem pozyskania wody do gaszenia. Jakby tego było mało, każda wieś musiała mieć przygotowane wyłącznie do celów przeciwpożarowych 3-4 duże drabiny, haki lodowe, kilka dużych beczek na wodę oraz włók i sanie do ich transportu. Jak podają źródła, jednym z wymogów było również posiadanie ręcznej sikawki.

Za utrzymanie sprzętu w gotowości bojowej odpowiadał sołtys, a comiesięczne kontrole przeprowadzali specjalnie wyznaczeni do tego urzędnicy landratury, czyli starostwa. Oczywiście z biegiem czasu i rozwojem technologii wymogi te były stopniowo zaostrzane.

Kara śmierci za podpalenie

Samo przyznanie odszkodowania było obarczone różnymi restrykcjami. Na pogorzelisko przyjeżdżali landrat wraz ze specjalną komisją wojskowo-dominialną i oceniali stopień strat. Jeśli pożar został zaprószony z powodu niedbalstwa, pogorzelec nie dostawał odszkodowania. Natomiast jeśli stwierdzono celowe podpalenie, sprawcy groziły bardzo surowe kary, włącznie z karą śmierci.

Nie powinno to dziwić, ponieważ drewniana zabudowa kryta strzechą wybitnie sprzyjała wielkim pożarom. Jak odnotował kronikarz Księstwa Pszczyńskiego Henryk Schaeffer, 18 listopada 1831 roku na Paprocanach wybuchł pożar, w wyniku którego spłonęło 51 budynków, a wraz z nimi całość zebranego wcześniej zboża. Cudem nikt nie zginął.

Warto przytoczyć w tym miejscu również kilka przykładowych pożarów odnotowanych w kronice szkoły w Międzyrzeczu. Znajdujemy tutaj informacje dotyczące wypłacanych odszkodowań.

- 28 marca 1898 roku – pożar domu u Wojciecha Moronia – poszkodowany ubezpieczony był na 1 000 marek, wypłacono mu 450 M
- 1905 rok – pożar gospodarstwa u Józefa Kucza ubezpieczonego na 22 000 marek. Wypłacono mu 14 000 M
- 9 listopada 1911 roku – pożar jednego z domostw. Właściciel ledwo co ukończył nowy dach i nie zdążył go ubezpieczyć, w związku z czym nie wypłacono mu odszkodowania

Gospodarstwo ubezpieczone

Wracając do znalezionej w stodole tabliczki, trzeba w końcu powiedzieć, do czego miała ona służyć. Krótko mówiąc, wieszano je na domach ubezpieczonych we wspomnianym wcześniej Towarzystwie Ogniowym. Jeśli chodzi o jej wydatowanie, najprawdopodobniej powstała podczas okupacji hitlerowskiej, kiedy Towarzystwo również prowadziło swoją działalność. Jak nie trudno się domyślić, Schlesiche Provinzial-Feuersozietat zostało rozwiązane w 1945 roku, a jego majątek, na mocy postanowienia władz komunistycznych, przeszedł w 1950 roku na własność państwa.

Zachęcam czytelników do poszukiwań podobnych pamiątek we własnym zakresie. Pozostaje zadać pytanie: ile podobnych reliktów znajduje się jeszcze w okolicznych chlewach i stodołach? Śmiem przypuszczać, że gdyby je wszystkie zebrać, bez trudu można by otworzyć małe muzeum.

Przemysław Żołneczko

POWRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ
Dodaj komentarz
Aby uniknąć każdorazowego podawania nicku oraz przepisywania kodu z obrazka, zarejestruj się.
Jeśli masz swoje konto, zaloguj się.
Komentarze
  • ~Ślonzok
    2017-10-11

    Jakie złoto? Co Pan gadasz?

  • ~No name
    2017-10-11

    Oddajcie złoto polakom ludziska z Bojszów