AMATOR NIE MUSI SIĘ SPIESZYĆ (WIDEO)

- Uważam, że nie powinno się dzielić filmów na amatorskie i profesjonalne, tylko na złe i dobre – mówi Wojciech Wikarek, dyrektor zbliżającego się XII Festiwalu Filmów Amatorskich im. Leona Wojtali w Bieruniu.

Rozmawiał Dominik Łaciak

Kiedy to wszystko się zaczęło?

Nasze zainteresowanie filmem amatorskim to już głęboka prehistoria – ze swoimi filmami po konkursach jeździliśmy już w latach osiemdziesiątych. Nasz Zespół Realizatorów Wideo KWK Piast powstał w 1986 roku, wszyscy byliśmy górnikami i chcieliśmy mieć swój festiwal. Udało się parę lat później.

Zespół realizatorów wideo w kopalni węgla kamiennego?!

Taki był wtedy klimat. Zakłady pracy miały swoje kluby. Patron naszego festiwalu Leon Wojtala wywodzi się z takiej socjalistycznej kultury, był jednym z założycieli AKF „Iks” Mikołów, gdzie w domu kultury działa już następne pokolenie. Z tą kulturą jest związana tzw. stara gwardia, czyli obecni co dwa lata na naszym festiwalu filmowcy. To głównie amatorzy ze Śląska.

Wojtala osobiście przywiózł na nasz pierwszy konkurs w 1993 roku filmy, ale imprezy niestety nie doczekał. Dlatego od drugiej edycji festiwal nosi jego imię.

Wikarek o Leonie Wojtali

To przenieśmy się w czasie. Jest rok 1993, festiwal odbywa się w „Karliku” w Bieruniu. Jak różny był to festiwal od tych współczesnych?

„Karlik” to był wtedy zakładowy dom kultury, tam toczyło się życie! Zasadnicza różnica jednak dotyczy sprzętu. Kiedy zaczynaliśmy, pracowało się na taśmie szesnastomilimetrowej, w trakcie dwóch pierwszych festiwali musieliśmy wypożyczać projektory na szpule od świętej pamięci Henryka Lehnerta z Oświęcimia.

A teraz film może zrobić każdy byle smartfonem,

cyfrowa jakość jest bez porównania lepsza. Dlatego uważam, że nie powinno się już dzielić filmów na amatorskie i profesjonalne, tylko na złe i dobre. Po prostu jak film jest słaby, to ludzie wychodzą z kina.

To wszystko, co różni amatorów od zawodowców?!

Amatorzy mają jednak pewną przewagę – mogą brać na warsztat tematy, którymi nie zajmie się telewizja. Amator robi to, co widać i słychać za oknem, nie musi się spieszyć i nikt go nie cenzuruje. Dzięki temu poznajemy okolice, miejsca, które często dla takiego twórcy mają wymiar osobisty.

Jakie to będą miejsca w tym roku? Skąd przyjadą filmowcy na XII Festiwal Filmów Amatorskich im. Leona Wojtali w Bieruniu?

Na festiwal wpłynęły 72 filmy, a komisja kwalifikacyjna dopuściła do konkursu 43. Cieszy, że to środowisko odmładza się – spodziewamy się wielu nowych twórców, najmłodsi to jeszcze dzieci, autorzy filmu „Szach” czy „Wąż morski”. Przyjadą Czesi, Ukraińcy, Niemcy, Rosjanie, a wiele osób do Bierunia pofatyguje się z drugiego krańca Polski, ze Szczecina czy Gdyni.

Ale w konkursie znalazły się też filmy z okolicy…

Tak, filmy lokalne zawsze wpływają, ale nie zawsze przepuszcza je komisja. Tym razem do konkursu dostały się filmy m.in. z Bierunia, Tychów i Imielina.

Lokalna będzie też publiczność?

Na to liczymy. Co dwa lata odwiedza nas wielu fanów kina. Statystyczny Kowalski z Bierunia wie, że zobaczy u nas filmy, których nie pokazuje nikt inny. Wstęp jest oczywiście wolny. Serdecznie zapraszam.

I jest jeszcze jeden aspekt lokalny: zjazd do kopalni uczestników.

To jest tak „atrakcyjny” fragment festiwalu, że brakuje miejsc. Traktujemy to jako naszą górniczą misję. Osoby z drugiego końca kraju nie mogą się nadziwić, że ktoś pracuje w takich warunkach, są pełni podziwu dla górników. Obiecują, że będą propagować w swoich środowiskach to, co widzieli na dole.

Wikarek o pracy górników

W trakcie festiwalu poza konkursem zostanie wyświetlony twój film pt. „Irek”.

To już się stało tradycją, że w trakcie festiwalu pokazujemy również nasze filmy poza konkursem – jako jedyni w kraju! „Irek” opowiada o moim ojcu, (dyrektorze Orkiestry Polskiego Radia i Telewizji w Katowicach dop. red.), dlatego to bardzo osobista historia. Nie będę opowiadał, o czym jest film, bo film się ogląda, a nie opowiada.

W trakcie premiery filmu w Kinie Kosmos powiedziałeś, że „to, czego dowiedziałeś się o ojcu, nie ma w filmie”, a „montaż i cięcie to było piekło”.

Jak wyżej. Zapraszam na film.

To teraz napisy końcowe.

Na koniec pragnę podziękować Stowarzyszeniu „Porąbek”, czyli głównemu organizatorowi imprezy. Ludzie z „Porąbka” wkładają mnóstwo pracy i serca w organizację i już od poprzedniej edycji współpraca z nimi świetnie się układa. Dziękuję również kopalni „Piast”, która zawsze bardzo nam pomaga. Nie do przecenienia jest również wsparcie miasta, powiatu i licznych sponsorów.

Dziękuję za rozmowę (Wideo: Radofoto)

Wywiad ukazał się na łamach wrześniowej Gazety Lokalnej

POWRÓĆ DO STRONY GŁÓWNEJ
Dodaj komentarz
Aby uniknąć każdorazowego podawania nicku oraz przepisywania kodu z obrazka, zarejestruj się.
Jeśli masz swoje konto, zaloguj się.